sobota, 26 maja 2012
sobota, 19 maja 2012
ROZDZIAŁ 4
Dzisiejszy odcinek z perspektywy Gerarda... Nie wiem co się stało ,ale czcionka mi się powiększyła i nie mogę tego naprawić, ten rozdział musi narazie wyglądać tak a nie inaczej. Przepraszam was.
* * *
- Gdzie
my jesteśmy ? – spytałem oglądając nieznany mi dotąd korytarz.
Królowały
tam dwa kolory : niebieski i żółty. Gorszego połączenia chyba nie dało się
stworzyć. Jasno niebieskie ściany i żółtymi wzorkami które przedstawiały
kwiaty. Okropne.
Usłyszałem
stukot obcasów, już po nas.
- Chowaj
się ! – powiedział Frank łapiąc mnie za rękę, w jednej chwili stałem z nim za
kwiatkiem który był tak wielki ,że ( na nasze szczęście ) zmieściliśmy się za
nim oboje.
Stukot
obcasów cichł z każdą sekundą ,aż ucichł na dobre.
- Co ty
kombinujesz ? – spytałem odsuwając się od niego.
-
Sprawiam ,że nasz plan się powiedzie. – mrukną obojętnie podchodząc do czegoś w
rodzaju budki, portierni zapewne. – Podsadź mnie.
Wykonałem
posłusznie polecenie, po paru próbach udało się podsadzić Franka, ten wdrapał
się na nieduży stolik i zeskoczył by dostać się do małej oszklonej szafy z
kluczami. Wyjął klucz do sali 103 i wydostał się z niedużego pomieszczenia
jakim była portiernia.
Szybko
pobiegliśmy do sali i otworzyliśmy drzwi. Wyciągnęliśmy żabę i pająka z
plastikowych pojemników a Frank włożył zwierzątka do torby nauczycielki. Gdy
usłyszeliśmy zbliżające się kroki schowaliśmy się za ławką zaraz przy wejściu.
Drzwi się
otworzyły, Pani Weelma weszła jak zawsze pierwsza do sali i gdy wyszliśmy z
ukrycia zaczęła sprawdzać czy wszyscy są. Doszła do nas i spojrzała na nas
dziwnie
- A was
chyba nie było na objedzie... – powiedziała patrząc na nas.
- Już po
nas – pomyślałem.
-
Byliśmy... - Zaczął niepewnie Frank.
- A więc
udowodnijcie mi to. – Powiedziała nauczycielka. – Co było na deser.
- Lody...
– nie było po nim widać cienia niepewności, stał i trzymał kontakt wzrokowy z
Weelmą.
- Jakie ?
-
Czekoladowe.
- Macie
dzisiaj szczęście – mruknęła odwracając się.
Pani
Weelma była chyba najgorszą nauczycielką pod słońcem... obnosiła się dumna w
swoich 10 centymetrowych szpilkach, tak
szczerze zastanawiałem się jakim cudem ona jeszcze nie połamała sobie nóg.
Codziennie nowa sukienka, ostatnio dwa dni pod rząd przyszłą w tej samej co
wywołało szok dla większości nauczycieli i uczniów.
- Może
pooglądamy bajki – spytała swym wkurzającym przesłodzonym tonem.
- Taak !
– krzyknęli wszyscy. Wreszcie jakiś konkret.
-
Idealnie – powiedziała sięgając do torebki by wyjąc zapewne płytę z nowo
ściągniętymi bajkami. – Co to jest ?! – krzyknęła przerażona wyjmując
pośpiesznie rękę z torby.
Kilka
chwil patrzyła przerażona na swoją torbę z której coraz pewniej wychodził
pająk, żaby nigdzie nie było.
Jeszcze
oszołomiona dalej patrzyła się z dziećmi na pająka który spacerował już sobie
po biurku. Zdjęła ze stopy jedną ze swoich czerwonych szpilek i zaczęła
się próba zabicia pająka ze słowami
„ Giń szmato ! „
-
Zabijesz Pani Jimmy` ego ! – krzykną Frank najwyraźniej zapominając o tym ,że
mieliśmy zostać anonimowi. Podbiegł do biurka i złapał tarantulę i włożył do pudełka
które schował do plecak.
Nauczycielka
zemdlała.
* * *
Następnego
dnia zamiast standardowo Pani Weelmy do klasy weszła jakaś inna pani i
dyrektorka.
- Drogie
dzieci – powiedziała zaczynając tym samym swój monolog – Jak zapewne wiecie ,że
wasza nauczycielka wczoraj zemdlałą i złożyła wypowiedzenie. Więc oto Wasza
nowa nauczycielka, Pani Marlena. Szczęścia życzę z tymi dziećmi. – Powiedziała
i wyszła...
- Gdzie
my jesteśmy ? – spytałem oglądając nieznany mi dotąd korytarz.
Królowały
tam dwa kolory : niebieski i żółty. Gorszego połączenia chyba nie dało się
stworzyć. Jasno niebieskie ściany i żółtymi wzorkami które przedstawiały
kwiaty. Okropne.
Usłyszałem
stukot obcasów, już po nas.
- Chowaj
się ! – powiedział Frank łapiąc mnie za rękę, w jednej chwili stałem z nim za
kwiatkiem który był tak wielki ,że ( na nasze szczęście ) zmieściliśmy się za
nim oboje.
Stukot
obcasów cichł z każdą sekundą ,aż ucichł na dobre.
- Co ty
kombinujesz ? – spytałem odsuwając się od niego.
-
Sprawiam ,że nasz plan się powiedzie. – mrukną obojętnie podchodząc do czegoś w
rodzaju budki, portierni zapewne. – Podsadź mnie.
Wykonałem
posłusznie polecenie, po paru próbach udało się podsadzić Franka, ten wdrapał
się na nieduży stolik i zeskoczył by dostać się do małej oszklonej szafy z
kluczami. Wyjął klucz do sali 103 i wydostał się z niedużego pomieszczenia
jakim była portiernia.
Szybko
pobiegliśmy do sali i otworzyliśmy drzwi. Wyciągnęliśmy żabę i pająka z
plastikowych pojemników a Frank włożył zwierzątka do torby nauczycielki. Gdy
usłyszeliśmy zbliżające się kroki schowaliśmy się za ławką zaraz przy wejściu.
Drzwi się
otworzyły, Pani Weelma weszła jak zawsze pierwsza do sali i gdy wyszliśmy z
ukrycia zaczęła sprawdzać czy wszyscy są. Doszła do nas i spojrzała na nas
dziwnie
- A was
chyba nie było na objedzie... – powiedziała patrząc na nas.
- Już po
nas – pomyślałem.
-
Byliśmy... - Zaczął niepewnie Frank.
- A więc
udowodnijcie mi to. – Powiedziała nauczycielka. – Co było na deser.
- Lody...
– nie było po nim widać cienia niepewności, stał i trzymał kontakt wzrokowy z
Weelmą.
- Jakie ?
-
Czekoladowe.
- Macie
dzisiaj szczęście – mruknęła odwracając się.
Pani
Weelma była chyba najgorszą nauczycielką pod słońcem... obnosiła się dumna w
swoich 10 centymetrowych szpilkach, tak
szczerze zastanawiałem się jakim cudem ona jeszcze nie połamała sobie nóg.
Codziennie nowa sukienka, ostatnio dwa dni pod rząd przyszłą w tej samej co
wywołało szok dla większości nauczycieli i uczniów.
- Może
pooglądamy bajki – spytała swym wkurzającym przesłodzonym tonem.
- Taak !
– krzyknęli wszyscy. Wreszcie jakiś konkret.
-
Idealnie – powiedziała sięgając do torebki by wyjąc zapewne płytę z nowo
ściągniętymi bajkami. – Co to jest ?! – krzyknęła przerażona wyjmując
pośpiesznie rękę z torby.
Kilka
chwil patrzyła przerażona na swoją torbę z której coraz pewniej wychodził
pająk, żaby nigdzie nie było.
Jeszcze
oszołomiona dalej patrzyła się z dziećmi na pająka który spacerował już sobie
po biurku. Zdjęła ze stopy jedną ze swoich czerwonych szpilek i zaczęła
się próba zabicia pająka ze słowami
„ Giń szmato ! „
-
Zabijesz Pani Jimmy` ego ! – krzykną Frank najwyraźniej zapominając o tym ,że
mieliśmy zostać anonimowi. Podbiegł do biurka i złapał tarantulę i włożył do pudełka
które schował do plecak.
Nauczycielka
zemdlała.
* * *
Następnego
dnia zamiast standardowo Pani Weelmy do klasy weszła jakaś inna pani i
dyrektorka.
- Drogie
dzieci – powiedziała zaczynając tym samym swój monolog – Jak zapewne wiecie ,że
wasza nauczycielka wczoraj zemdlałą i złożyła wypowiedzenie. Więc oto Wasza
nowa nauczycielka, Pani Marlena. Szczęścia życzę z tymi dziećmi. – Powiedziała
i wyszła...
sobota, 12 maja 2012
ROZDZIAŁ 3
Na dziś tylko tyle. Następny zapewne pojawi się za tydzień.
* * *
- Masz ? – spytał Gerard Franka podczas drugiego śniadania.
- Tak - odpowiedział Frank sięgając do plecaka by wyjąć dwa małe pudełka...
- Super – powiedział Gerard podczas oglądania pudełka z żabą i pająkiem. – Skąd masz tę tarantulę ?
- Mój tata ma pająki, a ja jednego „pożyczyłem” – powiedział uśmiechają się. – Znasz nasz plan ?
- Oczywiście ,że znam – powiedział Gerard – Gdy wszyscy pójdą na obiat my udamy ,że idziemy do łazienki a tak naprawdę podrzucimy pająka i żabę do torebki Pani Weelmy.
Gerard i Frank jeszcze chwilę rozmawiali, ale po chwili ich rozmowę przerwły słowa pani Weelmy...
- Idziemy do klasy.
Wszyscy posłusznie wstali, pozabierali swoje torby i pokierowali się do klas w których przez najbliższe parę godzin mają się bawić...
* * *
- Obiadek dzieci – powiedziała nauczycielka swoim denerwującym przesłodzonym tonem – Chodźcie już.
Wszyscy wstali i ustawili się pod klasą a Gerard i Frank niepostrzeżenie wymknęli się do łazienki by zrealizować swój plan. Chwilę czekali aż w końcu uznali ,że to już dobry moment by wyjść. Frank wyjrzał na korytarz czy przypadkiem nikogo nie było.
- Nikogo nie ma - powiedział - Chodź.
Wyszli z toalety i poszli w stronę klasy. Gerard próbował otworzyć drzwi, ale na marne. Chyba tylko tego nie uwzględnili w swoim planie...
- Nic z tego, zamknięte - powiedział do Frank - Szkoda.
- To nie koniec - powiedział Frank i złapał Gerarda ze rękę - Chodź, coś ci pokarze.
Gerard poszedł grzecznie za Frankiem ciekawy co ten mały gnom wymyślił...
piątek, 4 maja 2012
ROZDZIAŁ 2
Yeah ! Zdążyłam dodać nowy w urodziny Oli... Więc dedykuję go Oli i moim " ninia " czytelnikom ( Jeśli tacy są oczywiście ) Następny pojawi się w środę lub czwartek... Ale nie przedłużając mam nadzieję ,że się spodoba, miłej lektury !
Enjoy !
________________________________________________________
-Witamy rodziców i dzieci w nowym roku szkolnym – powiedziała przesłodzonym tonem wychowawczyni przedszkolaków. – Mam nadzieję ,że dzieci wezmą się chętnie do nauki,
- A co oni będą te dzieci uczyć ? – myślała Donna. – Kobieto to przedszkole !
-Jeśli dzieci maja problemy zdrowotne prosiła bym by rodzicie powiedzieli mi o tym, teraz. – Parę kobiet i mężczyzn podniosło się z krzeseł i podeszło leniwie do nauczycieli w celu poinformowania o chorobach swoich dzieci.
Gerard i Mikey bawili się z jakimiś chłopcami. Jeden miał pyzatą twarz i duże afro na głowie a ten drugi to jakiś słodki blondynek.
W kącie siedział jakiś mały, drobny chłopczyk i przeglądał książeczkę z obrazkami. Był drobnej budowy, miał ciemne włosy opadające mu na twarz, miodowe oczy. Co jakiś czas rozglądał się po grupie. W jego słodkich oczkach były iskierki... smutku ? Donna wstała i podeszła do chłopce.
- Jak masz na imię ? – spytała się chłopca który ten samej chwili spojrzał na nią.
- Frank
- Więc Frank... co się stało ,że nie bawisz się z innymi dziećmi ? – spytała przyjaźnie
- Bo nik nie chcę się ze mną bawić- odparł Frank smutno.
- Patrz – Powiedziała Donna wskazując na swoich synów i tych chłopców z którymi się bawili. – Spytaj czy się z tobą pobawią.
- Chciałbym , ale się wstydzę – odparł chłopiec i spuścił głowę.
Pani Way tylko się uśmiechnęła.
- To może ja mam spytać ?
Brunet kiwnął głową co miło znaczyć „ Tak”
Donna wzięła go za rączkę i podeszła do bawiących się chłopców. Lecz zanim zdążyła się odezwać, Gerard spytał :
- Pobawisz się z nami ?
- Tak – powiedział cicho Frank i puścił rękę Donny.
Po chwili chłopcy bawili się w najlepsze. Śmiali się i dokazywali.
Kobieta uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła udawać ,że zainteresował ją monolog wychowawczyni który najprawdopodobniej był o dzieciach lub o systemie nauczania.
* * *
- Podobało wam się w szkole ? – spytała pani Way
- Bardzo ! – krzyknęli prawie równocześnie bliźniaki.
- A kogo dziś poznaliście ?
- Franka, Boba i Raya.
- Bob to ten blondyn, Ray ma afro a Frank to ten niski – Wytłumaczył Mikey.
- Rozumiem – powiedziała uśmiechają się Donna. – Aż przyjemnie tak patrzeć jak się razem bawicie.
- Wiemy mamusiu – powiedział Gerard słodko się uśmiechając.
* * *
W następnych dniach szkoły przygotowywanie bliźniaków wyglądało podobnie, no była malutka różnica. Tym razem nie wymazywali się pastą do zębów.
Donna codziennie wytrwale wstawała o szóstej, by naszykować swoje dzieci do szkoły która zaczynała się o 7:30 Oczywiście dla Pani Way i grupki innych rodziców był to absurd by dzieci zaczynały pół do ósmej lekcję a kończyły o 15.50.
W przedszkolu Frank i Gee bardzo się zżyli. Siadali z Rayem , Bobem i Mikeyem przy jednym stoliku. Frank już nie był taki nieśmiały jak na początku ich znajomości. Teraz to on „ dowodził ” ich małą szatańską grupką. To brunet miał najwięcej pomysłów jak zdenerwować nauczycielkę.
Raz przyniósł sól i wsypał jej do kawy innym razem podczas malowania na dużej , wiszącej na ścianie tablicy ruszał ją tak mocno ,że spadła...
* * *
Ich mała szatańska grupka trzymała się dalej w takim samym składzie. Dużo, dużo dzieciaków pytało się Franka czy pozwoli im wstąpić do grupy. Lecz Frank był nieugięty, nikomu nie pozwalał dojść do ich mini klubu. No cóż... każdy nazywa to jak chce.
Pani Weelma ( Tak nazywała się jedna z przedszkolanek ) chyba za cel życiowy wybrało sobie zrobienia piekła z życie Franka i Gerarda. To nich czepiała się najbardziej. A to raz nie dokończyli obiadu, a to poplamili swoje koszulki lodami czekoladowymi a to jeszcze to czy tam to.
Za zrzuconą tablicę wychowawczyni przedszkolaków powiedziała ,że teraz kto zrobi coś złego nie dostanie deseru po objedzie. Oczywiście po ostatnim incydencie Frank i Gerard mogli tylko pomarzyć o budyniu czekoladowym... okazało się ,że była to tak dotkliwa kara ,że zaprzestali swoje wygłupy. Ale nie przesadzajmy... po zaledwie tygodniu chęć do wkurzenia nauczycielki wróciła...
Subskrybuj:
Posty (Atom)