sobota, 30 czerwca 2012

ROZDZIAŁ 5

Wróciłam !  W samolocie wena mnie dopadła naskrobałam ponad 30 stron przez 4 godziny. Powiem jedno : Ja chcę jeszcze raz do Egiptu. Mam piach z pustyni i muszle ze zdechłymi krabami w środku XD Wyceniono mnie na 10 wielbłądów. Opaliłam się. Jestem teraz niczym czekolada.Na szczęście na targu żaden człowiek nie będzie się darł na mną : Hej laska ! Za****sta cena ! Za dolara ! za dolara ! I tym podobne...  Teraz coś do dzisiejszego odcinka Zabrakło mi postaci do pisania więc wstawiłam tu Green Day, Jamie, Lyn-Z i Adrienne. Nie zjedzcie mnie  tylko w całości xd Dobra, dobra.  I jeszcze coś : Teraz piszę tylko z punktu widzenia  Gerarda lub Marleny, chodź może się pojawić rozdział pisany z perspektywy Frank lub BJ ( Taki już mam XD ) Miłego czytania ! 


_____________________________________________________________________-

*  *  *

-Ee, Cześć – powiedziała nowa nasza nowa nauczycielka. Widać było ,że jest trochę nieśmiała.- Dzień Dobry – odpowiedzieliśmy na przywitanie naszej nowej wychowawczyni. By zachęcić ją do mówienia wyszczerzyliśmy zęby w przyjaznym uśmiechu.

- Więc tak dzieci... – zaczęła nauczycielka kładąc torbę na krześle. – Chciała bym zwrócić uwagę na zwracanie się do mnie. Prosiłabym byście nie mówili do mnie pani Marleno, albo gorzej : Pani Swan. Chce zostać zwyczajna tylko Marlena albo Leną,  bez tego idiotycznego pani. Rozumiecie mnie? –przerwała i spojrzała na nas.  Chyba wywnioskowała ,że tak bo zaczęła mówić dalej – Dobra. Macie jakieś pytania, czy coś w tym stylu ?

-  Słucham cię – powiedziała do Boba który podniósł rękę.

-  Opowiesz nam coś o sobie ? – spytał wlepiając w Lenę swoje wielkie, niebieskie  ślepia. 

- Mogę... jeśli chcecie to oczywiście wam będę opowiadać. – powiedziała uśmiechając się szeroko  - Powiedźcie mi tylko gdy zaczniecie się nudzić. Nie strzelę focha. Mam na imię Marlena, a w zdrobnieniu Lena. Lat mam 23, mieszkam jakieś 10 metrów od przedszkola.I co musicie wiedzieć : Nienawidzę głupich żartów – powiedziała patrząc się na mnie i Franka. – Chodź tak właściwie nienawidzę głupich żartów próbowanych na MNIE. Oczywiście nie będę próbować tego co wy zrobiliście Weelmie na dyrektorce, a chciała bym. No cóż, ale by było gdyby mnie wywalili z tak zajeb... z tak cudownej pracy. Musiała bym pracować w jakimś McDonaldzie.

Chyba dość o mnie ? Teraz lecimy po kolei z listy, ja  was też chcę poznać.

- Billie. 

Chłopak wstał.

- Mam na imię Billie Joe , mam 5 lat i niedawno przeniosłem się z Californi do New Jersey

- Bob- Jestem Bob , mam 5 lat lubię kolor niebieski.

- Tre-Jestem Tre mam lat 4 i pół. Kocham cukierki.

Marlena sprawdzała tą listę w nieskończoność. Ile nas było, dwadzieścia ?

- Ile można sprawdzać listę ? – jęknąłem sam do siebie.

- Długo, panie Gerardzie Way – powiedział ktoś kto stał obok mnie.

Podniosłem głowę i zobaczyłem patrzącą na mnie Lenę.

- Co będziemy dziś robić – spytał Mikey przerywając tym samym ciszę w pomieszczeniu.- Dziś będziecie się bawić a ja muszę pomyśleć o tym co można z wami robić jutro.


__________________________________________________________________________________________


 Boże, jakie to krótkie. No cóż. Nie jestem zdolna napisać czegoś dłuższego. A prościej nie chce mi się przepisywać i zmieniać wszystkiego.

sobota, 26 maja 2012

ZAWIESZAM

Bardzo nie chciałam robić tego do 4 postach  ,ale muszę. Podobno niedużo brakuje mi do średniej 4.50 i mam poprawki z Historii, Polskiego, Matmy i Przyrody. A po za tym, moja wena leży. Pisać zacznę dopiero w lipcu bo jeszcze od 15 i 30 czerwca jadę do Egiptu ,nie mam laptopa więc nie będę miała jak pisać. Niedługo wrócę do pisania, postaram naskrobać coś w samolocie.

sobota, 19 maja 2012

ROZDZIAŁ 4

Dzisiejszy odcinek z perspektywy Gerarda... Nie wiem co się stało ,ale czcionka mi się powiększyła i nie mogę tego naprawić, ten rozdział musi narazie wyglądać tak a nie inaczej. Przepraszam was.
* * *


- Gdzie my jesteśmy ? – spytałem oglądając nieznany mi dotąd korytarz.
Królowały tam dwa kolory : niebieski i żółty. Gorszego połączenia chyba nie dało się stworzyć. Jasno niebieskie ściany i żółtymi wzorkami które przedstawiały kwiaty. Okropne.
Usłyszałem stukot obcasów, już po nas.
- Chowaj się ! – powiedział Frank łapiąc mnie za rękę, w jednej chwili stałem z nim za kwiatkiem który był tak wielki ,że ( na nasze szczęście ) zmieściliśmy się za nim oboje.
Stukot obcasów cichł z każdą sekundą ,aż ucichł na dobre.
- Co ty kombinujesz ? – spytałem odsuwając się od niego.
- Sprawiam ,że nasz plan się powiedzie. – mrukną obojętnie podchodząc do czegoś w rodzaju budki, portierni zapewne. – Podsadź mnie.
Wykonałem posłusznie polecenie, po paru próbach udało się podsadzić Franka, ten wdrapał się na nieduży stolik i zeskoczył by dostać się do małej oszklonej szafy z kluczami. Wyjął klucz do sali 103 i wydostał się z niedużego pomieszczenia jakim była portiernia.
Szybko pobiegliśmy do sali i otworzyliśmy drzwi. Wyciągnęliśmy żabę i pająka z plastikowych pojemników a Frank włożył zwierzątka do torby nauczycielki. Gdy usłyszeliśmy zbliżające się kroki schowaliśmy się za ławką zaraz przy wejściu.
Drzwi się otworzyły, Pani Weelma weszła jak zawsze pierwsza do sali i gdy wyszliśmy z ukrycia zaczęła sprawdzać czy wszyscy są. Doszła do nas i spojrzała na nas dziwnie
- A was chyba nie było na objedzie... – powiedziała patrząc na nas.
- Już po nas – pomyślałem.
- Byliśmy... -  Zaczął niepewnie Frank.
- A więc udowodnijcie mi to. – Powiedziała nauczycielka. – Co było na deser.
- Lody... – nie było po nim widać cienia niepewności, stał i trzymał kontakt wzrokowy z Weelmą.
- Jakie ?
- Czekoladowe.
- Macie dzisiaj szczęście – mruknęła odwracając się.
Pani Weelma była chyba najgorszą nauczycielką pod słońcem... obnosiła się dumna w swoich 10  centymetrowych szpilkach, tak szczerze zastanawiałem się jakim cudem ona jeszcze nie połamała sobie nóg. Codziennie nowa sukienka, ostatnio dwa dni pod rząd przyszłą w tej samej co wywołało szok dla większości nauczycieli i uczniów.
- Może pooglądamy bajki – spytała swym wkurzającym przesłodzonym tonem.
- Taak ! – krzyknęli wszyscy. Wreszcie jakiś konkret.
- Idealnie – powiedziała sięgając do torebki by wyjąc zapewne płytę z nowo ściągniętymi bajkami. – Co to jest ?! – krzyknęła przerażona wyjmując pośpiesznie rękę z torby.
Kilka chwil patrzyła przerażona na swoją torbę z której coraz pewniej wychodził pająk, żaby nigdzie nie było.
Jeszcze oszołomiona dalej patrzyła się z dziećmi na pająka który spacerował już sobie po biurku. Zdjęła ze stopy jedną ze swoich czerwonych szpilek i zaczęła się  próba  zabicia  pająka ze słowami „ Giń szmato ! „
- Zabijesz Pani Jimmy` ego ! – krzykną Frank najwyraźniej zapominając o tym ,że mieliśmy zostać anonimowi. Podbiegł do biurka i złapał tarantulę i włożył do pudełka które schował do plecak.
Nauczycielka zemdlała.

*  *  *

Następnego dnia zamiast standardowo Pani Weelmy do klasy weszła jakaś inna pani i dyrektorka.
- Drogie dzieci – powiedziała zaczynając tym samym swój monolog – Jak zapewne wiecie ,że wasza nauczycielka wczoraj zemdlałą i złożyła wypowiedzenie. Więc oto Wasza nowa nauczycielka, Pani Marlena. Szczęścia życzę z tymi dziećmi. – Powiedziała i wyszła...

sobota, 12 maja 2012

ROZDZIAŁ 3


Na dziś tylko tyle. Następny zapewne pojawi się za tydzień.

*  *  *
- Masz  ? – spytał Gerard Franka podczas drugiego śniadania.
- Tak  - odpowiedział Frank sięgając do plecaka by wyjąć dwa małe pudełka...
- Super – powiedział Gerard podczas oglądania pudełka z żabą i pająkiem. – Skąd masz tę tarantulę ?
- Mój tata ma pająki, a ja jednego „pożyczyłem” – powiedział uśmiechają się. – Znasz nasz plan ?
- Oczywiście ,że znam – powiedział Gerard – Gdy wszyscy pójdą na obiat my udamy ,że idziemy do łazienki a tak naprawdę podrzucimy pająka i żabę do torebki Pani Weelmy.
Gerard i Frank jeszcze chwilę rozmawiali, ale po chwili ich rozmowę przerwły słowa pani Weelmy...
- Idziemy do klasy.
 Wszyscy posłusznie wstali, pozabierali swoje torby i pokierowali się do klas w których przez najbliższe parę godzin mają się bawić...
*  *  *
- Obiadek dzieci – powiedziała nauczycielka swoim denerwującym przesłodzonym tonem – Chodźcie już.
Wszyscy wstali i ustawili się pod klasą a Gerard i Frank niepostrzeżenie wymknęli się do łazienki by zrealizować swój plan. Chwilę czekali aż w końcu uznali ,że to już dobry moment by wyjść. Frank wyjrzał na korytarz czy przypadkiem nikogo nie było.
- Nikogo nie ma - powiedział - Chodź.
Wyszli z toalety i poszli w stronę klasy. Gerard próbował otworzyć drzwi, ale na marne. Chyba tylko tego nie uwzględnili w swoim planie...
- Nic z tego, zamknięte - powiedział do Frank - Szkoda.
- To nie koniec - powiedział Frank i złapał Gerarda ze rękę - Chodź, coś ci pokarze.
Gerard poszedł grzecznie za Frankiem ciekawy co ten mały gnom wymyślił...

piątek, 4 maja 2012

ROZDZIAŁ 2


Yeah ! Zdążyłam dodać nowy w urodziny Oli... Więc dedykuję go Oli i moim " ninia " czytelnikom ( Jeśli tacy są oczywiście ) Następny pojawi się w środę lub czwartek... Ale nie przedłużając mam nadzieję ,że się spodoba, miłej lektury !
Enjoy !
________________________________________________________

-Witamy rodziców i dzieci w nowym roku szkolnym – powiedziała przesłodzonym tonem wychowawczyni przedszkolaków. – Mam nadzieję ,że dzieci wezmą się chętnie do nauki,
- A co oni będą te dzieci uczyć ?  – myślała Donna. – Kobieto to przedszkole !
-Jeśli dzieci maja problemy zdrowotne prosiła bym by rodzicie powiedzieli mi o tym, teraz. – Parę kobiet i mężczyzn podniosło się z krzeseł i podeszło leniwie do nauczycieli w celu poinformowania o chorobach swoich dzieci.
Gerard i Mikey bawili się z jakimiś chłopcami. Jeden miał pyzatą twarz i duże afro na głowie a ten drugi to jakiś słodki blondynek.
W kącie siedział jakiś mały, drobny chłopczyk i przeglądał książeczkę z obrazkami. Był drobnej budowy, miał ciemne włosy opadające mu na twarz, miodowe oczy. Co jakiś czas rozglądał się po grupie. W jego słodkich oczkach były iskierki... smutku ? Donna wstała i podeszła do chłopce.
- Jak masz na imię ? – spytała się chłopca który ten samej chwili spojrzał na nią.
- Frank
- Więc Frank... co się stało ,że nie bawisz się z innymi dziećmi ? – spytała przyjaźnie
- Bo nik nie chcę się ze mną bawić- odparł Frank smutno.
- Patrz – Powiedziała Donna wskazując na swoich synów i tych chłopców z którymi się bawili. – Spytaj czy się z tobą pobawią.
- Chciałbym , ale się wstydzę – odparł chłopiec i spuścił głowę.
Pani Way tylko się uśmiechnęła.
- To może ja mam spytać ?
Brunet kiwnął głową co miło znaczyć „ Tak”
 Donna wzięła go za rączkę i podeszła do bawiących się chłopców. Lecz zanim zdążyła się odezwać, Gerard spytał :
 - Pobawisz się z nami ?
- Tak – powiedział cicho Frank i puścił rękę Donny.
 Po chwili chłopcy bawili się w najlepsze. Śmiali się i dokazywali.
Kobieta uśmiechnęła się pod nosem i zaczęła udawać ,że zainteresował ją monolog wychowawczyni który najprawdopodobniej był o dzieciach lub o systemie nauczania.
*  *  *
- Podobało wam się w szkole ? – spytała pani Way
- Bardzo ! – krzyknęli prawie równocześnie bliźniaki.
- A kogo dziś poznaliście ?
- Franka, Boba i Raya.
- Bob to ten blondyn, Ray ma afro a Frank to ten niski – Wytłumaczył Mikey.
- Rozumiem – powiedziała uśmiechają się Donna. – Aż przyjemnie tak patrzeć jak się razem bawicie.
- Wiemy mamusiu – powiedział Gerard słodko się uśmiechając.
 *  *  *
W następnych dniach szkoły przygotowywanie bliźniaków wyglądało podobnie, no była malutka różnica. Tym razem nie wymazywali się pastą do zębów.
Donna codziennie wytrwale wstawała o szóstej, by naszykować swoje dzieci do szkoły która zaczynała się o 7:30 Oczywiście dla Pani Way i grupki innych rodziców był to absurd by dzieci zaczynały pół do ósmej lekcję a kończyły o 15.50.
W przedszkolu Frank i Gee bardzo się zżyli. Siadali z Rayem , Bobem i Mikeyem przy jednym stoliku. Frank już nie był taki nieśmiały jak na początku ich znajomości. Teraz to on „ dowodził ” ich małą szatańską grupką. To brunet miał najwięcej pomysłów jak zdenerwować nauczycielkę.
Raz przyniósł sól i wsypał jej do kawy innym razem podczas malowania na dużej , wiszącej na ścianie tablicy ruszał ją tak mocno ,że spadła...
*  *  *
 Ich mała szatańska grupka trzymała się dalej w takim samym składzie. Dużo, dużo dzieciaków pytało się Franka czy pozwoli im wstąpić do grupy. Lecz Frank był nieugięty, nikomu nie pozwalał dojść do ich mini klubu. No cóż... każdy nazywa to jak chce.
Pani Weelma ( Tak nazywała się jedna z przedszkolanek ) chyba za cel życiowy wybrało sobie zrobienia piekła z życie Franka i Gerarda. To nich czepiała się najbardziej. A to raz nie dokończyli obiadu, a to poplamili swoje koszulki lodami czekoladowymi a to jeszcze to czy tam to.
 Za zrzuconą tablicę wychowawczyni przedszkolaków powiedziała ,że teraz kto zrobi coś złego nie dostanie deseru po objedzie. Oczywiście po ostatnim incydencie Frank i Gerard mogli tylko pomarzyć o budyniu czekoladowym... okazało się ,że była to tak dotkliwa kara ,że zaprzestali swoje wygłupy. Ale nie przesadzajmy... po zaledwie tygodniu chęć do wkurzenia nauczycielki wróciła...