* * *
- Gdzie
my jesteśmy ? – spytałem oglądając nieznany mi dotąd korytarz.
Królowały
tam dwa kolory : niebieski i żółty. Gorszego połączenia chyba nie dało się
stworzyć. Jasno niebieskie ściany i żółtymi wzorkami które przedstawiały
kwiaty. Okropne.
Usłyszałem
stukot obcasów, już po nas.
- Chowaj
się ! – powiedział Frank łapiąc mnie za rękę, w jednej chwili stałem z nim za
kwiatkiem który był tak wielki ,że ( na nasze szczęście ) zmieściliśmy się za
nim oboje.
Stukot
obcasów cichł z każdą sekundą ,aż ucichł na dobre.
- Co ty
kombinujesz ? – spytałem odsuwając się od niego.
-
Sprawiam ,że nasz plan się powiedzie. – mrukną obojętnie podchodząc do czegoś w
rodzaju budki, portierni zapewne. – Podsadź mnie.
Wykonałem
posłusznie polecenie, po paru próbach udało się podsadzić Franka, ten wdrapał
się na nieduży stolik i zeskoczył by dostać się do małej oszklonej szafy z
kluczami. Wyjął klucz do sali 103 i wydostał się z niedużego pomieszczenia
jakim była portiernia.
Szybko
pobiegliśmy do sali i otworzyliśmy drzwi. Wyciągnęliśmy żabę i pająka z
plastikowych pojemników a Frank włożył zwierzątka do torby nauczycielki. Gdy
usłyszeliśmy zbliżające się kroki schowaliśmy się za ławką zaraz przy wejściu.
Drzwi się
otworzyły, Pani Weelma weszła jak zawsze pierwsza do sali i gdy wyszliśmy z
ukrycia zaczęła sprawdzać czy wszyscy są. Doszła do nas i spojrzała na nas
dziwnie
- A was
chyba nie było na objedzie... – powiedziała patrząc na nas.
- Już po
nas – pomyślałem.
-
Byliśmy... - Zaczął niepewnie Frank.
- A więc
udowodnijcie mi to. – Powiedziała nauczycielka. – Co było na deser.
- Lody...
– nie było po nim widać cienia niepewności, stał i trzymał kontakt wzrokowy z
Weelmą.
- Jakie ?
-
Czekoladowe.
- Macie
dzisiaj szczęście – mruknęła odwracając się.
Pani
Weelma była chyba najgorszą nauczycielką pod słońcem... obnosiła się dumna w
swoich 10 centymetrowych szpilkach, tak
szczerze zastanawiałem się jakim cudem ona jeszcze nie połamała sobie nóg.
Codziennie nowa sukienka, ostatnio dwa dni pod rząd przyszłą w tej samej co
wywołało szok dla większości nauczycieli i uczniów.
- Może
pooglądamy bajki – spytała swym wkurzającym przesłodzonym tonem.
- Taak !
– krzyknęli wszyscy. Wreszcie jakiś konkret.
-
Idealnie – powiedziała sięgając do torebki by wyjąc zapewne płytę z nowo
ściągniętymi bajkami. – Co to jest ?! – krzyknęła przerażona wyjmując
pośpiesznie rękę z torby.
Kilka
chwil patrzyła przerażona na swoją torbę z której coraz pewniej wychodził
pająk, żaby nigdzie nie było.
Jeszcze
oszołomiona dalej patrzyła się z dziećmi na pająka który spacerował już sobie
po biurku. Zdjęła ze stopy jedną ze swoich czerwonych szpilek i zaczęła
się próba zabicia pająka ze słowami
„ Giń szmato ! „
-
Zabijesz Pani Jimmy` ego ! – krzykną Frank najwyraźniej zapominając o tym ,że
mieliśmy zostać anonimowi. Podbiegł do biurka i złapał tarantulę i włożył do pudełka
które schował do plecak.
Nauczycielka
zemdlała.
* * *
Następnego
dnia zamiast standardowo Pani Weelmy do klasy weszła jakaś inna pani i
dyrektorka.
- Drogie
dzieci – powiedziała zaczynając tym samym swój monolog – Jak zapewne wiecie ,że
wasza nauczycielka wczoraj zemdlałą i złożyła wypowiedzenie. Więc oto Wasza
nowa nauczycielka, Pani Marlena. Szczęścia życzę z tymi dziećmi. – Powiedziała
i wyszła...
- Gdzie
my jesteśmy ? – spytałem oglądając nieznany mi dotąd korytarz.
Królowały
tam dwa kolory : niebieski i żółty. Gorszego połączenia chyba nie dało się
stworzyć. Jasno niebieskie ściany i żółtymi wzorkami które przedstawiały
kwiaty. Okropne.
Usłyszałem
stukot obcasów, już po nas.
- Chowaj
się ! – powiedział Frank łapiąc mnie za rękę, w jednej chwili stałem z nim za
kwiatkiem który był tak wielki ,że ( na nasze szczęście ) zmieściliśmy się za
nim oboje.
Stukot
obcasów cichł z każdą sekundą ,aż ucichł na dobre.
- Co ty
kombinujesz ? – spytałem odsuwając się od niego.
-
Sprawiam ,że nasz plan się powiedzie. – mrukną obojętnie podchodząc do czegoś w
rodzaju budki, portierni zapewne. – Podsadź mnie.
Wykonałem
posłusznie polecenie, po paru próbach udało się podsadzić Franka, ten wdrapał
się na nieduży stolik i zeskoczył by dostać się do małej oszklonej szafy z
kluczami. Wyjął klucz do sali 103 i wydostał się z niedużego pomieszczenia
jakim była portiernia.
Szybko
pobiegliśmy do sali i otworzyliśmy drzwi. Wyciągnęliśmy żabę i pająka z
plastikowych pojemników a Frank włożył zwierzątka do torby nauczycielki. Gdy
usłyszeliśmy zbliżające się kroki schowaliśmy się za ławką zaraz przy wejściu.
Drzwi się
otworzyły, Pani Weelma weszła jak zawsze pierwsza do sali i gdy wyszliśmy z
ukrycia zaczęła sprawdzać czy wszyscy są. Doszła do nas i spojrzała na nas
dziwnie
- A was
chyba nie było na objedzie... – powiedziała patrząc na nas.
- Już po
nas – pomyślałem.
-
Byliśmy... - Zaczął niepewnie Frank.
- A więc
udowodnijcie mi to. – Powiedziała nauczycielka. – Co było na deser.
- Lody...
– nie było po nim widać cienia niepewności, stał i trzymał kontakt wzrokowy z
Weelmą.
- Jakie ?
-
Czekoladowe.
- Macie
dzisiaj szczęście – mruknęła odwracając się.
Pani
Weelma była chyba najgorszą nauczycielką pod słońcem... obnosiła się dumna w
swoich 10 centymetrowych szpilkach, tak
szczerze zastanawiałem się jakim cudem ona jeszcze nie połamała sobie nóg.
Codziennie nowa sukienka, ostatnio dwa dni pod rząd przyszłą w tej samej co
wywołało szok dla większości nauczycieli i uczniów.
- Może
pooglądamy bajki – spytała swym wkurzającym przesłodzonym tonem.
- Taak !
– krzyknęli wszyscy. Wreszcie jakiś konkret.
-
Idealnie – powiedziała sięgając do torebki by wyjąc zapewne płytę z nowo
ściągniętymi bajkami. – Co to jest ?! – krzyknęła przerażona wyjmując
pośpiesznie rękę z torby.
Kilka
chwil patrzyła przerażona na swoją torbę z której coraz pewniej wychodził
pająk, żaby nigdzie nie było.
Jeszcze
oszołomiona dalej patrzyła się z dziećmi na pająka który spacerował już sobie
po biurku. Zdjęła ze stopy jedną ze swoich czerwonych szpilek i zaczęła
się próba zabicia pająka ze słowami
„ Giń szmato ! „
-
Zabijesz Pani Jimmy` ego ! – krzykną Frank najwyraźniej zapominając o tym ,że
mieliśmy zostać anonimowi. Podbiegł do biurka i złapał tarantulę i włożył do pudełka
które schował do plecak.
Nauczycielka
zemdlała.
* * *
Następnego
dnia zamiast standardowo Pani Weelmy do klasy weszła jakaś inna pani i
dyrektorka.
- Drogie
dzieci – powiedziała zaczynając tym samym swój monolog – Jak zapewne wiecie ,że
wasza nauczycielka wczoraj zemdlałą i złożyła wypowiedzenie. Więc oto Wasza
nowa nauczycielka, Pani Marlena. Szczęścia życzę z tymi dziećmi. – Powiedziała
i wyszła...
Franiu górą !! nie za bardzo lubiłam tą ich starą wychowawczynie ciekawe jaki numer wywiną tej nowej ciekawa jestem tez czy ta nieuleganie destrukcji psychicznej przy takich dzieciach :) ogólnie masz zajebistą koncepcje McR w przedszkolu i like it xD
OdpowiedzUsuńNie, ta będzie fajna i zostanie :D
UsuńHeh, pogonili ją ;)
OdpowiedzUsuńFajny rozdział. Zapraszam na mojego bloga;*
OdpowiedzUsuń