sobota, 19 maja 2012

ROZDZIAŁ 4

Dzisiejszy odcinek z perspektywy Gerarda... Nie wiem co się stało ,ale czcionka mi się powiększyła i nie mogę tego naprawić, ten rozdział musi narazie wyglądać tak a nie inaczej. Przepraszam was.
* * *


- Gdzie my jesteśmy ? – spytałem oglądając nieznany mi dotąd korytarz.
Królowały tam dwa kolory : niebieski i żółty. Gorszego połączenia chyba nie dało się stworzyć. Jasno niebieskie ściany i żółtymi wzorkami które przedstawiały kwiaty. Okropne.
Usłyszałem stukot obcasów, już po nas.
- Chowaj się ! – powiedział Frank łapiąc mnie za rękę, w jednej chwili stałem z nim za kwiatkiem który był tak wielki ,że ( na nasze szczęście ) zmieściliśmy się za nim oboje.
Stukot obcasów cichł z każdą sekundą ,aż ucichł na dobre.
- Co ty kombinujesz ? – spytałem odsuwając się od niego.
- Sprawiam ,że nasz plan się powiedzie. – mrukną obojętnie podchodząc do czegoś w rodzaju budki, portierni zapewne. – Podsadź mnie.
Wykonałem posłusznie polecenie, po paru próbach udało się podsadzić Franka, ten wdrapał się na nieduży stolik i zeskoczył by dostać się do małej oszklonej szafy z kluczami. Wyjął klucz do sali 103 i wydostał się z niedużego pomieszczenia jakim była portiernia.
Szybko pobiegliśmy do sali i otworzyliśmy drzwi. Wyciągnęliśmy żabę i pająka z plastikowych pojemników a Frank włożył zwierzątka do torby nauczycielki. Gdy usłyszeliśmy zbliżające się kroki schowaliśmy się za ławką zaraz przy wejściu.
Drzwi się otworzyły, Pani Weelma weszła jak zawsze pierwsza do sali i gdy wyszliśmy z ukrycia zaczęła sprawdzać czy wszyscy są. Doszła do nas i spojrzała na nas dziwnie
- A was chyba nie było na objedzie... – powiedziała patrząc na nas.
- Już po nas – pomyślałem.
- Byliśmy... -  Zaczął niepewnie Frank.
- A więc udowodnijcie mi to. – Powiedziała nauczycielka. – Co było na deser.
- Lody... – nie było po nim widać cienia niepewności, stał i trzymał kontakt wzrokowy z Weelmą.
- Jakie ?
- Czekoladowe.
- Macie dzisiaj szczęście – mruknęła odwracając się.
Pani Weelma była chyba najgorszą nauczycielką pod słońcem... obnosiła się dumna w swoich 10  centymetrowych szpilkach, tak szczerze zastanawiałem się jakim cudem ona jeszcze nie połamała sobie nóg. Codziennie nowa sukienka, ostatnio dwa dni pod rząd przyszłą w tej samej co wywołało szok dla większości nauczycieli i uczniów.
- Może pooglądamy bajki – spytała swym wkurzającym przesłodzonym tonem.
- Taak ! – krzyknęli wszyscy. Wreszcie jakiś konkret.
- Idealnie – powiedziała sięgając do torebki by wyjąc zapewne płytę z nowo ściągniętymi bajkami. – Co to jest ?! – krzyknęła przerażona wyjmując pośpiesznie rękę z torby.
Kilka chwil patrzyła przerażona na swoją torbę z której coraz pewniej wychodził pająk, żaby nigdzie nie było.
Jeszcze oszołomiona dalej patrzyła się z dziećmi na pająka który spacerował już sobie po biurku. Zdjęła ze stopy jedną ze swoich czerwonych szpilek i zaczęła się  próba  zabicia  pająka ze słowami „ Giń szmato ! „
- Zabijesz Pani Jimmy` ego ! – krzykną Frank najwyraźniej zapominając o tym ,że mieliśmy zostać anonimowi. Podbiegł do biurka i złapał tarantulę i włożył do pudełka które schował do plecak.
Nauczycielka zemdlała.

*  *  *

Następnego dnia zamiast standardowo Pani Weelmy do klasy weszła jakaś inna pani i dyrektorka.
- Drogie dzieci – powiedziała zaczynając tym samym swój monolog – Jak zapewne wiecie ,że wasza nauczycielka wczoraj zemdlałą i złożyła wypowiedzenie. Więc oto Wasza nowa nauczycielka, Pani Marlena. Szczęścia życzę z tymi dziećmi. – Powiedziała i wyszła...

4 komentarze:

  1. Franiu górą !! nie za bardzo lubiłam tą ich starą wychowawczynie ciekawe jaki numer wywiną tej nowej ciekawa jestem tez czy ta nieuleganie destrukcji psychicznej przy takich dzieciach :) ogólnie masz zajebistą koncepcje McR w przedszkolu i like it xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh, pogonili ją ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział. Zapraszam na mojego bloga;*

    OdpowiedzUsuń